
Dlaczego warto ograniczyć prezenty w Święta Bożego Narodzenia?
Czy pamiętacie ten okres wyczekiwania na prezenty przy stole wigilijnym? Niektórzy z nas czekali na nie o wiele wcześniej: już od momentu napisania listu do świętego Mikołaja, kiedy wizualizowaliśmy siebie z wymarzoną rzeczą, która miała nadejść wraz z Bożym Narodzeniem. Przechodząc obok wystaw w galeriach czy widząc w sklepach zabawki, snuliśmy plany, o co poprosić. Reklamy w telewizji kusiły albo sprawiały, że biegliśmy czym prędzej przypomnieć rodzicom o napisaniu takiego listu.
A jak to jest z nami, gdy jesteśmy nieco starsi? Trudno o jednoznaczną odpowiedź. Każdy z nas jest inny, wychowywał się w innym miejscu, zdobył inne doświadczenia i ma wokół siebie inną grupę ludzi, stąd inna perspektywa. Część z nas nadal z wielką niecierpliwością czeka na święta właśnie ze względu na prezenty. Inni przechodzą obok nich obojętnie. Niektórzy czują się niezręcznie. Znam ludzi, których wkurza cała ta przedświąteczna gorączka zakupów. Znam i takich, którym trudno się jej oprzeć, bo naprawdę chcą podarować komuś coś od serca. Część z nas kupuje prezent z szacunku dla tradycji albo żeby nikogo nie zawieść.
Myślę, że niezależnie od podejścia, w ogólnym rozrachunku trochę daliśmy się w tym wszystkim zwariować. Święta to magiczny czas, w którym łatwiej nam otworzyć się na innych. Spotykamy się w gronie bliskiej rodziny, przyjaciół, znajomych, zwykle z dala od zgiełku codziennej pracy i zmartwień. Namawiam więc, żeby wzrok skierować bardziej na drugą osobę niż na to, co jej kupić. Żeby samo spotkanie było ważniejsze, a prezent był tylko miłym dodatkiem. Zamieńmy zmartwienie „co kupić" na pytanie, jak lepiej kogoś poznać.
Czy da się ograniczyć prezenty i nikogo nie zawieść?
Myślę, że to trudne, ale możliwe. Sam, gdy mówię bliskim, że wolałbym kupować mniej prezentów, nie zawsze spotykam się ze zrozumieniem, i to jest ok. Otaczają mnie ludzie, którzy mają na to inne zdanie, i szanuję to. Pytanie brzmi: jak w tym wszystkim nie zgubić własnych przekonań?
Po pierwsze: komunikuj to, na ile potrafisz. Jeśli stać Cię na otwartość, powiedz bliskim wprost o swoich wątpliwościach związanych z kupowaniem tylu prezentów naraz. Domyślam się, że to niełatwe, i byłbym zaskoczony, gdyby samo powiedzenie tego wystarczyło. Dlatego namawiam też do szukania kompromisu. Zastanów się, czy zamiast kupować, dałoby się namówić bliskich na wspólne zrobienie prezentów samodzielnie. Można też spróbować pomysłu zero waste: zamiast kupować nową rzecz, dać coś, co już mamy w domu, a czego nie potrzebujemy. Można wreszcie skorzystać z pomysłu znanego z mikołajek klasowych: każdy losuje jedną osobę i kupuje albo robi upominek tylko dla niej, zamiast obdarowywać wszystkich. Taka zabawa bywa też nazywana Secret Santa czy Tajnym Mikołajem; sprawdź, czym się to różni.
U mnie to rozwiązanie sprawdza się od kilku lat. Samo losowanie to już dobra zabawa, a zastanawianie się nad tym jednym prezentem daje więcej frajdy niż seria prezentów kupionych na szybko. Rozpakowywanie i odkrywanie, kto kogo losował, cieszy bardziej niż sam prezent. Właśnie dlatego, że w większym gronie trudno było zebrać wszystkich w jednym miejscu, żeby losować tradycyjnie na karteczkach, powstała aplikacja Luck. Jeśli chcesz sprawdzić, jak zorganizować takie losowanie, zapraszam do tego artykułu: Jak zorganizować mikołajki klasowe za pomocą aplikacji Luck.
Trudno wyobrazić sobie Święta Bożego Narodzenia bez prezentów, i nie namawiam, żeby z nich całkiem zrezygnować. Ale jestem przekonany, że da się zmniejszyć stres związany z ich szukaniem i kupowaniem, sięgając po którąś z powyższych opcji. Niech prezent zostanie tym, czym był na początku: miłym dodatkiem do spotkania, które jest ważniejsze.

