true
true

Co nam w duszy gra

Piasek wchodził jej między palce, a wiatr od morza mocno muskał jej bladą twarz. Wiedziała, że jest spóźniona, a przecież obiecała, że będzie na czas. Pewnie już się o nią martwią. Chciałaby powiedzieć, że rodzice, ale przecież ich nie ma.

Od progu przywitała ją surowa twarz Pani dyrektor, która nic nie musiała mówić, bo Lena wiedziała, że te groźne oczy mają na myśli 30 minut spóźnienia. Szybko czmychnęła do pokoju dziewczyn, gdzie od progu słychać było rudowłosą Ewę.

“Dziewczyny mówię wam, że w tym roku po mnie przyjadą. Czuję to, wiem, że mnie kochają, tylko byli w długiej podróży dookoła świata i dlatego mnie nie odwiedzali. Jestem tutaj tylko tymczasowo.”

Lena nie pamięta, ile razy słyszała już tę historię, nie tylko od rudowłosej Ewy, nie tylko przed Świętami Bożego Narodzenia, ale też od innych dzieci, w innych okolicznościach. Ona już się z tym pogodziła, wiedziała, że rodzice po prostu jej nie chcieli i dlatego ją oddali. Nie pamięta ile łez przez to wylała, ale pewnie zbyt wiele, bo kim trzeba być, żeby nie chcieć swojego dziecka?

Tymczasem 100 kilometrów dalej, w jednym z pod sopockich domów, ktoś zatapiał się w smutku. “Jak to się stało, że znalazłam się właśnie w takim momencie życia?”. Jej długie kruczoczarne włosy opadały na czarną sukienkę od Hugo Bossa, która idealnie współgrała z jej nastrojem, a niebieskie oczy były wypełnione łzami. W ręku trzymała kieliszek wypełniony Chardonnay, a w jej głowie jak " zapętlona piosenka" przewijały się słowa: “Nie chcę mieć z Tobą dziecka, nie jestem na to gotowy.” Wystarczyło tylko to jedno zdanie, by przekreślić wszystko co było między nimi przez ostatnie 4 lata. “Co za wstyd, jak ona to wszystkim wytłumaczy, że się rozstali, jak ona sobie poradzi z tą niewygasłą miłością do niego?”. Z natłoku myśli wyrwało ją trzaśnięcie frontowych drzwi, a po chwili jej oczom ukazał się jej ukochany. “Wiesz, przemyślałem to wszystko i chcę Ci powiedzieć prawdę. To nie tak, że nie jestem gotowy na dzieci, po prostu nie mogę ich mieć. Nie potrafiłem Ci nigdy o tym powiedzieć, bo widziałem jak bardzo chcesz mieć swoje dziecko i nagle wszystko postawiłaś na ostrzu noża, spanikowałem .”

Dwa lata zajęło im załatwienie wszystkich formalności. Był 21 grudnia, trzymali się za ręce i czuli podekscytowane bicie swoich serc. Do pokoju weszła Lena, widzieli ją nie po raz pierwszy, ale po raz pierwszy mogli powiedzieć: “Witaj córeczko”.

#tekst